Lifestyle Wydarzenia

EKO TOPY, czyli najlepsze rzeczy w 2020 roku!

Mogłabym pisać, jak ciężki był miniony rok. Mogłabym zacząć narzekać i stękać – w końcu nie tylko ja miałabym na co! Dziwny był ten rok, ale nie do końca inny. No bo w końcu sesję trzeba było zdać, do pracy chodzić i chociaż starać się zebrać swoje życie w całość. W kwestii ekologii sporo się wydarzyło! Dobrego (o czym dzisiaj), ale też gorszego. I w zasadzie nie powiedziałabym, że narobiłam światu jakiegoś wielkiego problemu, ale jest nad czym pracować – zdecydowanie! Pozwolisz jednak, że najpierw sobie przysłodzę, żeby łatwiej się przyznać do eko grzeszków 🙂 .

1. Moje bardzo polskie wakacje

Może przez ogólne zmęczenie materiału, a może przez pandemiczną rzeczywistość nie miałam ochoty na zagraniczne wojaże. Jakoś chciało mi się poodkrywać najbliższe otoczenie. Ile letnich dni spędziłam włócząc się na rowerze po wiejskiej okolicy w domu rodzinnym! Ile godzin spacerowałam bezkarnie po pobliskich polach, wiem tylko ja! Ulubione momenty? Nocowanie w starej cukierni gdzieś na Wyżynie Lubelskiej, zdobywanie bieszczadzkich i beskidzkich szczytów, gubienie się i odnajdywanie w Warszawie. To ostatnie było naprawę odkrywcze – wypożyczaliśmy rowery, jechaliśmy przed siebie i czasem zsiadaliśmy, żeby pokręcić się po nieznanych osiedlach. Czy byliśmy eko? Myślę, że savoir vivre dobrego podróżnika został zachowany. Własne butelki, logicznie przemyślana logistyka (czyli jak już samochód to w całości zatowarowany studentami), wycieranie starych T-shirtów na górskich szlakach i pasty warzywne! Te nas naprawdę uratowały, gdy dotarliśmy do schroniska oddalonego od najbliższej miejscowości (i zasięgu) o godzinę marszu. 🙂

2. Mniej ubrań. I szafa gra!

Ciężko jest przewidzieć, kiedy Twoja szafa zamieni się w bloker. Szczególnie, gdy nie panujesz nad ilością ubrań, które hobbystycznie kupujesz. Można pomyśleć, że taka ubraniowa pasja ( mam tu na myśli znaczenie mesjańskie) jest domeną każdej kobiety, ale to chyba nie jest prawda! Z radością obserwuję trend minimalizacji ubrań, któremu sama się oddaję, a stan pandemii w tym kontekście tylko mi tę redukcję ułatwił. Zeszłoroczny cel? Nosić to, co mam. Bez wielkich postanowień na niekupowanie niczego, ale z dużą nadzieją na ciche sprostanie takiemu wyzwaniu. Wysiłek oceniam jako całkiem udany! Trafiło do mnie kilka nowych rzeczy, jak na przykład komplet weselny czy letnia sukienka. Oby posłużyły na lata kolejnych imprez (to żaden wstyd założyć pięć razy ten sam zestaw!). Na Nowy Rok patrzę z optymizmem i pozytywnymi emocjami – chociaż czeka mnie uzupełnianie zawartości szafy, to wiem, że blisko mi do garderoby kapsułowej (czyli takiej, w której każdy element pasuje do siebie).

3. Regionalne warzywa? Subskrybuj!

Zakup warzyw i owoców w możliwie ekologiczny sposób to nadal kwestia, co do której można się spierać w zielonym świecie. Jedni preferują certyfikowaną żywność BIO, inni stawiają na lokalną produkcję, krótki łańcuch dostaw. Najbardziej wytrwali uprawiają własne poletka i nie straszne im łupanie w krzyżu, czy zbieranie deszczówki do podlewania roślin. Jakie decyzje podejmowałam będąc w Łodzi? Oprócz lokalnych rynków warzywnych starałam się wspierać regionalnych rolników w sieci. Kilka razy kupowałam w Tylko Zdrowe Produkty, ale Pomidory od Dziomdziory również proponują pełnowartościowe skrzynki warzywne z dostawą pod drzwi. Standardy wygody zachowane, i choć dojazd do każdego klienta generuje większe zużycie paliwa niż wystawienie się na straganie, to nadal jest to dobra opcja dla osób nie lubiących wychodzić z pewnej strefy komfortu.

4. Pojemność samochodu miarą minimalizmu.

Przeprowadzając się do nowego mieszkania cały mój studencki dorobek zmieściliśmy w jednym transporcie, w małym osobowym samochodzie. Biorę ten znak jako osobisty sukces w dziedzinie eko i minimalizmu, bo w takich momentach przedmioty zwykle piętrzą się nieubłaganie. Po czasie okazuje się, że nasza skromna własność zasługuje raczej na transport ciężarówką, a udział w wyzwaniach redukujących domowe graty tego absolutnie nie zmienił. Jednak wbrew pozorom, świat nie skończył się w 2020 roku i nadal możemy pracować nad minimalizacją swojego dobytku. Kto rozpoczął styczeń pod znakiem wielkich porządków? Trzymam kciuki i sama bacznie przyglądam się swoim własnościom!

5. Śmieciowy domek dla lalek.

Na miniaturowe domki dla lalek DIY natknęłam się dość przypadkowo, przewijając oś czasu na Facebooku. Szybko okazało się, że oglądanie filmików z budowy takich zabawek jest niezwykle wciągające. A kiedy zorientowałam się, że mogłabym je robić samodzielnie, i do tego z odpadów znalezionych w domu, nie mogłam się powstrzymać. Jeśli zastanawiasz się właśnie, jakie odpady może mieć „minimalistka”, to podpowiem, że czas szkolny mam nie tak daleko za sobą. Gdzieś na dnie szuflady nadal odnajduję muszle znad morza, cekiny z lekcji techniki, czy piłeczki do tenisa. Dodatkowo zawsze lubiłam się wyżywać plastycznie, więc kreatywne używanie tych niepotrzebności jest dla mnie świetną zabawą.

Jak oceniacie moje zeszłoroczne zmagania? Nad czym powinnam popracować? Oczywiście oprócz eko wtop, które opiszę w kolejnym poście! Jak oceniacie swoje osiągnięcia? No i najważniejsze, robicie w ogóle podsumowania roku? Trzymajcie się!

Więcej przepisów i porad w stylu less waste znajdziesz na Litterówkowym Instagramie oraz tutaj.

Monika

Jeśli masz jakieś pytania, napisz do mnie na: monika@litterowka.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Powrót do góry