Lifestyle

Łódź czekała na taki sklep – rozmowa z Tomaszem Kulisiem, właścicielem Na Gramy

Wnętrze sklepu Na gramy

Zacznijmy od początku. Krótkie pytanie, jak zaczęła się historia sklepu? Oczywiście cały proces powstawania tego miejsca to długa opowieść, ale gdybym mogła Cię zapytać o pierwszy impuls, który sprawił, że zacząłeś interesować się tematem zero waste?

U mnie świadomość ekologiczna rosła z czasem. Interesowałem się zmianami klimatu, a później zająłem się tematyką zero-waste. Przyszedł taki moment w życiu, gdy stwierdziłem, że muszę coś z tym zrobić. Widziałem takie sklepy za granicą i ciągle się dziwiłem, że w Łodzi nie ma takiego miejsca. Sam jako konsument szukałem tych produktów i nie mogłem ich znaleźć w wygodny sposób. Część z tych produktów można znaleźć zero-waste, tu i tam, ale nadal nie było takiego sklepu w Łodzi. Odwiedziłem więc inne sklepy w Poznaniu, we Wrocławiu. Wydawało mi się, że może być zapotrzebowanie na taki sklep w Łodzi. Okazało się, że rzeczywiście, Łódź czekała na taki sklep. Teraz ludzie przychodzą mówiąc, że spełniliśmy ich marzenia, co jest niesamowicie miłe. Widać, że świadomość ekologiczna wśród ludzi jest duża i nadal wzrasta.

Zdecydowanie, widać to w wielu łódzkich inicjatywach ekologicznych. A jak to wszystko funkcjonuje w środku? Szczególnie interesuje mnie kwestia dostaw. W jaki sposób transportowane są produkty przez dostawców? Nie jest przecież sztuką sprzedawać żywność na wagę, tak jak to się dzieje w dyskontach (to znaczy przesypywać produkty z małych opakowań). Sztuką jest dostarczenie artykułów w bardziej zrównoważony sposób.

Oczywiście, to jest sztuką. Dopiero zaczynamy, więc, jak to bywa na początku, nie wszystko idzie idealnie. Współpracujemy z różnymi dostawcami i czasem różnie to wychodzi. Natomiast większość rzeczy sypkich przyjeżdża w workach po 25-30 kg. Tak docierają do nas musli, mąki, makarony. Papierowe, grube worki to świetne rozwiązanie. Ryże dostajemy raczej w jutowych workach. Staramy  się kupować w jak największych opakowaniach lub przechodzić z dostawcami na gospodarkę zamkniętą. Niektóre produkty muszą być opakowane w plastik. Tak dzieje się z orzechami. Orzechy do Polski są transportowane zapakowane próżniowo w plastik, tak wygląda transport między kontynentami. W takiej sytuacji staramy się, aby opakowanie posiadało tak zwany „zip”, który ułatwia ponowne wykorzystanie. Współpracujemy też z organizacjami, które zajmują się zbieraniem takich materiałów. Możemy je recyklingować, ale lepiej dać im drugie życie. Staramy się kupować jak najbliżej, więc wybieramy dostawców lokalnych, najlepiej z Łodzi. Część produktów spożywczych sprowadzamy z okolic Częstochowy. Mamy produkty trzech firm kosmetycznych, które produkują w Łodzi. Nie zawsze jednak udaje nam się dostać produkty zapakowane zgodnie z tym, co zamawialiśmy. Nadal testujemy nowych dostawców i szukamy najlepszych rozwiązań.

Rozumiem, czyli metoda prób i błędów.

Tak, chociaż cały czas przyświeca nam idea walki z green washingiem. Bo najprościej jest rozłożyć produkt z folii, a potem zapakować do woreczka foliowego. My na szczęście jesteśmy małym sklepem i mamy możliwość zwalczania tej metody.

Swoją drogą to niesamowite, ile małych miejscowych manufaktur zaczyna się łączyć we współpracach proekologicznych, tworzy się nić porozumienia.

Obecne czasy są dobre dla małych, alternatywnych firm. Dziś wystarczy mieć profil na Facebooku lub Instagramie, by samodzielnie sprzedawać. Przed czasami Internetu ciężko było przebić się młodym ludziom z fajnymi pomysłami.

Rośnie też popyt na takie produkty. Wiemy coraz więcej na temat składów kosmetyków. Czytamy je, unikamy niepotrzebnych chemikaliów, sztucznych składników, chcemy jeść zdrowiej, lepiej. Wspieramy lokalny przemysł. Może to zachłyśnięcie się konsumpcjonizmem w końcu zaczyna nas nudzić.
Jesteśmy już na sklepie, mamy wszystkie pudła wypakowane, dostawa przyszła. Klient przychodzi z własnym opakowaniem, co wtedy?

Musi być wygodnie. Ludzie zapominają wziąć opakowania ze sobą. Czasem robią impulsywne zakupy na mieście. Nie zawsze mogą się do nich przygotować. Jeśli masz swoje opakowanie, to super, a jak nie to mamy torebki papierowe w trzech rozmiarach, z recyklingu. Funkcjonują u nas również słoiki-bumerangi. Ludzie przynoszą nam słoiki, my mamy wyparzarkę. Można je sobie za darmo wziąć. Na miejscu są też dostępne za darmo torby bumerangi – papierowe, bawełniane czy też plastikowe.

Odnośnie produktów- asortyment jest bardzo duży i oczywiście pojawiają się też importowane produkty. Jak wygląda kwestia certyfikatów? Fair trade, zielone listki upraw ekologicznych?

Na etykiecie produktu znajduje się informacja o certyfikacie ekologicznym. Staramy się utrzymywać szeroką gamę produktów, więc nie wszystko jest bio. Tak, żeby każdy mógł zadecydować. Wszystkie makarony oraz mąka posiadają takie certyfikaty, niektóre ryże również. Mamy już ciecierzycę z niecertyfikowanej uprawy, ale planujemy wprowadzenie tej bio. Produkty bez certyfikatu staramy się pozyskiwać od dobrych dostawców, którzy w jak największym stopniu dbają o ekologię. Przygotowujemy również wprowadzenie kawy fair trade. Zawsze można o te certyfikaty dopytać.

Kawa fair trade? Są już jakieś plany?

To będzie produkt zupełnie zero waste. Jest w Łodzi palarnia kawy, z którą nawiązaliśmy współpracę, oni z kolei mają bezpośrednie kontakty z plantacjami, znają ludzi, którzy tam pracują. Kawa przychodzi do nich w wielkich workach, a my będziemy ją odbierać w zamykanych wiaderkach, i te wiaderka będą krążyć.

Poza kawą, w jaki sposób planujecie poszerzyć asortyment sklepu?

W najbliższym czasie dodamy oliwę z oliwek, kolejne przyprawy, herbaty. Odpowiadamy na potrzeby klientów, słuchamy, czego im brakuje. Ludzie pytają o kosmetyki w płynie, więc niedawno pojawiło się glicerynowe mydło, a być może pojawi się szampon, płyny do zmywarek czy do prania.  Mamy lodówkę, w której chcemy sprzedawać tofu na wagę, a ostatnio udało nam się wprowadzić śmietankę w szkle.

Doszły mnie również słuchy o pojawieniu się Cosmetomatu w przyszłości.

Tak, Cosmetomat stanie w naszym sklepie. Twórcy pomysłu pracują na razie nad technologią, ale jak tylko uda się skończyć projekt, będzie u nas dostępny.

W Na Gramy funkcjonuje również punkt wymiany roślin, jeden z kilku w Łodzi. Jak działa taka wymiana?

Mamy tutaj skrzyneczkę, podobne znajdują się na przykład w Niebostanie, Także Tego Wege Bistro czy na Księżym Młynie. Można przynieść roślinę z domu i wymienić na to, co znajduje się tutaj.

Rośliny poza tym pięknie komponują się z wnętrzem sklepu. Podoba mi się ten organiczny, nieco surowy design. Skupia uwagę na produktach, nie rozprasza. Kto jest pomysłodawcą projektu tego miejsca?

Za designem stoi moja koleżanka, projektantka, Paulina Maślak.

Brawa dla niej za stworzenie tego wnętrza. Dziękuję za rozmowę, ucieszyło mnie tak ciepłe przyjęcie.

Cieszymy się bardzo.

Wnętrze sklepu Na gramy
fot. nagramy.pl
Towar w sklepie Na gramy
fot. nagramy.pl

Monika

Jeśli masz jakieś pytania, napisz do mnie na: monika@litterowka.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Powrót do góry